White Horse - muzyka sączyła się w lepkie, wieczorne powietrze - a dalej biuro jej ojca; tutaj, niespełna dobę -

ogrodniczych. Przepuścił dupka w czarnym bmw. Samochód mignął obok niego.
Jennifer.
cyklonu. Mózg sterujący całym tym koszmarem chciał dopaść jego, Bentza.
Serce zamarło mu w piersi.
– Wiesz może, czy przyjrzał się osobie, która to przyniosła? – Wskazał głowa kopertę.
Zmrużył oczy.
już zbrodni oczyma mordercy, nadal jednak przeszywała ją groza na myśl o tym, co
go nic poza telewizorem umocowanym w rogu.
– Donovan Caldwell. Pamiętasz? Brat bliźniaczek?
Shana naprawdę uważała, że Jennifer nie żyje, i to od dwunastu lat. Ten, kto wysyłał
A jeśli mylnie ocenia sytuację? W końcu, jeśli chodzi o kobiety, jest durniem.
okno nad zlewem, wychodzące na podwórze, patrzyła, jak księżyc otula światłem cyprysy.
Świecił pustkami, stały na nim te same samochody co zawsze.
– Może teraz? – podsunął Hayes. – Daj mi trzydzieści, czterdzieści minut. Spotkamy się

była prowadzic. Do diabła, przecie¿ dopiero co wyszła ze

– Czyżby?
Może rzeczywiście, broniąc Bentza, Hayes nie przyjrzał mu się dokładnie, nie zobaczył
Przy akompaniamencie jazzu, syku ekspresu ciśnieniowego i warkotu młynków do kawy

skierowała nożyczki w stronę kundla, drugą ręką namacała wreszcie gaz łzawiący. Pies rzucił się z rozdziawioną paszczą. Zęby miał jak ostrza. Atropos nacisnęła przycisk pojemnika z gazem. - Halo? Kto to? Halo? Halo?! - wściekała się Sugar, jej przytłumiony głos dochodził z kieszeni Atropos. Gaz trysnął psu prosto w oczy. - Giń, suko! - Atropos rzuciła się do ataku. Dźgnęła nożyczkami jak sztyletem. Śmiertelna broń zagłębiła się w szyi zwierzęcia. Raz. Drugi. Caesarina zawyła i wycofała się. - Co się dzieje? - krzyknęła Sugar. Pies, skomląc i brocząc krwią, zawrócił, a Atropos pobiegła do samochodu. - Caesarina? O, Boże... co się stało? - Głos Sugar był pełen troski i niepokoju. - Poszarpałaś się z oposem? Jezu, ty krwawisz! O, Boże... muszę cię zabrać do weterynarza! Tak jakby to miało pomóc. Gdy pierwsze promienie świtu rozlały się po polach, Atropos wspięła się na ostatni pagórek i zobaczyła swój samochód. Udało się jej. Pies pewnie nie żył, no i dobrze. Da to tej suce Biscayne do myślenia. Caitlyn zebrała się na odwagę i zastukała lekko do drzwi gabinetu Adama. To konieczne, powtarzała sobie, musisz omówić pewne sprawy. Przyszła tu, bo potrzebowała pomocy, a nie dlatego, że Adam Hunt wydał jej się przystojnym, interesującym facetem. - Proszę! Weszła do środka i zobaczyła, że biurko jest odsunięte, a Adam klęczy na podłodze. Uśmiechnął się jak dzieciak przyłapany z rękaw słoju z ciasteczkami. - Przepraszam. - Wstał i otrzepał spodnie. - Coś się stało z komputerem. Myślałem, że może rozłączyła się listwa zasilająca. Niestety to coś innego. - Przesunął biurko z powrotem. Caitlyn spojrzała na jego pośladki. Ładne. Napięte. Cholera, o czym ona myśli? - Zanim zaczniemy, napijesz się czegoś? - Machnął energicznie w stronę stolika z dzbankiem. - Kawy, jeśli masz. Może być rozpuszczalna. - Świetnie. Po kilku sekundach siedziała w rogu kanapy, ściskając ciepły kubek. Adam założył okulary i odchylił się w fotelu, oparł notatnik na kolanie. - Zadzwoniłam do ciebie, bo mam złe sny. - Podmuchała na kawę, starając się nie patrzeć na niego. Ale i tak zauważyła wysokie czoło, proste czarne włosy, badawcze spojrzenie ciemnych oczu. Czekał. Pstryknął długopisem. - Czasami powracają te same. Czasami pojawiają się nowe, ale zawsze są przerażające, koszmarne. - Wzdrygnęła się. - Potworne. Wykańczają mnie. - Jak często je miewasz? Co noc? - Zaczął notować.

Smithem. Miała serdecznie dość tego, że nazywano ją księżniczką, rozpieszczoną córeczką sędziego Cole’a,
Alex - to wszystko. Ale bedzie dobrze. Rozmawiałem z
Gdzies na tyłach domu trzasneły drzwi i rozległy sie

– Już tam jadę. Wezwałem posiłki. Łódź już na nas czeka.

- Sprawdzam to. Na razie moge ci powiedziec, ¿e ona jest
Oddychała z trudem, nie mogła myslec, mogła tylko czuc.
- Ale ona jest chyba ciagle nieprzytomna?